Welcome

- Komandor docenia

gorliwo ść, z jak ą troszczysz si ę o jego potrzeby, ale nasza podró ż trwała wiele dni. Komandor postanawia zwo łać twi’janii. Koh'shak wytrzeszczy ł oczy, zupe łnie jakby zarz ą dca kosmoportu przystawi ł mu pistolet do pleców. - Witam Wedgan'tillesai oczywi ście nie odmówi łbym mu twi'janii, s ą dzi łem jed- nak, ż e mę czy go nasz klimat. - Otwórz oczy szerzej, Koh shaku. - Cazne'olan wskaza ł na Wedge’a. - To praw- dziwy wojownik, a nie jaki ś przebieraniec. Nawet najgorszy upa ł nie pozbawi go si ł. - Jak to mi ło z twojej strony, ż e mi o tym przypominasz - odpowiedzia ł Koh'shak lekko, ale gwa łtowne drgania g łowoogonów zdawa ły si ę przeczy ć łagodnemu tonowi odpowiedzi. - Wedgan'tillesie, ty i twoi ludzie uwa żajcie si ę za naszych go ści. Zatrosz- czymy si ę najpierw o wasze przyjemno ści, a potem o interesy.

Posted by Someone on March 10, 2008  •  Comments (64)  •