Z drugiej
strony, je śli Tycho faktycznie doprowadzi ł do śmierci Corrana, Iella nie chcia ła, by mu si ę to upiek ło. Tyle chocia ż jestem winna Corranowi, pomy ślała. Znajomy świergot przywo łał j ą do rzeczywisto ści, wywo łuj ąc uśmiech na twarzy. - Gwizdek? Mały zielono-bia ły robot typu R2 za ćwierka ł rado śnie. Tu ż za nim drepta ł czarny robot M-3PO Eskadry Ł otrów. - Dzie ń dobry pani. - Dzie ń ? - Iella spojrza ła na odczyt zegara w górnym rogu ekranu. - Nie do wiary. Siedz ę tu od o śmiu godzin! Diric mnie zabije. Emtrey przechyli ł głow ę na bok. - Mam nadziej ę, ż e nie, pani Iello. To by łoby przest ę pstwo i... - To przeno śnia, Emtrey, nie bierz moich s łów dos łownie. - Iella zmarszczy ła czo- ło. - Mia łam na my śli, ż e bę dzie na mnie z ły. - Rozumiem. Delikatnie poklepa ła Gwizdka po kopu łkowatej g łowie.